Drugi to zdecydowanie najlepszy dzień naszego wyjazdu. Przemierzyliśmy jedną z najbardziej widowiskowych i najdłuższych ferrat Autrii - Königsjodler. Pokonanie samych tylko ubezpieczonych odcinków według przewodnika zajmuje 5 godzin, a trudności dochodzą do D. Szczegółowe topo trasy można zobaczyć
tutaj.
 |
| Wysokie Taury o wschodze słońca. |
Poranna krzątanina
Chciałoby się napisać, że tego dnia obudziły nas promienie wschodzącego słońca, powoli wyłaniające się sponad górskich grzbietów. Tak jednak nie było. Obudzili nas mówiący po niemiecku pierwsi tego dnia turyści, dla których widok dwóch namiotów rozbitych kilkanaście metrów od szlaku był niemałą atrakcją. I było to znacznie przed świtem, bo raptem kwadrans po trzeciej.
 |
| Austriacka krowa. W tle po prawej schronisko Erichhutte. |
Zmęczeni po poprzednim dniu potrzebowaliśmy jednak jeszcze trochę snu. Z namiotów wywlekliśmy się ostatecznie jakoś przed siódmą. Było chyba niewiele powyżej zera stopni, czyli dość rześko. Przed wyruszeniem czekała nas jeszcze kupa pracy. Zwinięte namioty i cały zbyteczny na ferracie sprzęt trzeba było znieść do leżącego poniżej schroniska (mieliśmy bowiem wracać tą samą drogą), tam też należalo uzupełnić zapasy wody, której niewiele nam już zostało.
 |
| Pomimo porannej mgły pogoda tego dnia zapowiadała się wspaniale. |
W czasie gdy część ekipy porządkowała sprawy z wyposażeniem, na szlak ruszył już Klaus, nasz fotograf, aby bez pośpiechu robić zdjęcia, które możemy tu podziwiać. Reszta wyruszyła około wpół do dziewiątej. Mieliśmy się spotkać u początku ferraty.
 |
| Sznurek turystów na początkowym odcinku ferraty Königsjodler. |
Do przełęczy Hochscharte (2283m) dotarliśmy za kwadrans dziesiąta. Okazało się tam, że dzielny Klaus, nie czekając na nas, ruszył już na podbój Königsjodlera. Mając świadomość, że na trasie długiej ferraty może być trudno o miejsca dogodne na postój, przystępujemy do drugiego śniadania.
 |
| Ogon ekipy śniada na przełęczy Hochscharte (2283m). Górka po prawej to Flower Turm, pierwsze spiętrzenie ferraty. |
W pewnym momencie dobiega nas wołanie Klausa, który wypatrzył nas z grani. Okazuje się, że nie jest dużo przed nami i niebawem powinniśmy go dogonić. Przełykamy chleb z kabanosem, zakładamy uprzęże i kaski i ruszamy w skały.
 |
| Ramiona lonży Klausa. Dobry fotograf, to żywy fotograf. |
Ferrata od samego początku robi powalające wrażenie. Znaczna eskpozycja, świetne widoki, wymagające fragmenty. Z niecierpliwością wyczekujemy, co będzie dalej.
 |
| Hans na szczycie Flower Turm. |
Z zapartym tchem w piersiach pokonujemy kolejne odcinki ferraty. Jednym z nich jest Jungfrauensprung ("dziewiczy skok"), czyli miejsce, do którego przebycia potrzeba zrobić naprawdę duży rozkrok.
 |
| Cień ładnie oddaje charakter miejsca o nazwie "dziewiczy skok". |
Stalowe liny pną się to w górę, to w dół, a my wzdłuż nich przemierzamy kolejne granie ferraty.
 |
| Strome podejście na Teufelsturm. Na czele Helmut, poniżej Heinrich oraz Hans. |
Kolejnym charakterystycznym miejscem na trasie jest Czarcia Turnia (Teufelsturm).
 |
| Takie widoki towarzyszyły nam przez całą trasę. |
Tuż za nią mamy do pokonania króciutki ale ciekawy most linowy.
.jpg) |
| Hans tańczy na moście linowym Kranabetter Steig. |
Około południa docieramy razem (po drodze dogoniliśmy Klausa) do najbardziej znanego miejsca ferraty - tyrolki Flying Fox. Choć nie ma co ukrywać, że nie mogliśmy sie jej doczekać od początku trasy, to po stanięciu przed nią trochę ucieka nam odwaga. Z braku bardziej wyrafinowanego sprzętu pokonujemy ją, asekurując się dodatkowymi sztywnymi lonżami, krótszymi od tych ferratowych. Heinrich tyrolkę pokonuje zaś przy użyciu ekspresu.
 |
| Helmut w połowie tyrolki. |
Pierwszy za przejście zabiera się Hans. Trwa to dość długo: z jednej strony ze względu na brak doświadczenia a z drugiej na chęć delektowania się stanem wiszenia na linie i machania nóżkami na wieloma metrami powietrza.
 |
| Klaus kończy przejście tyrolki. Za nim ładnie widać przestrzeń poniżej. |
Każdemu kolejnemu pokonanie tyrolki idzie już sprawniej. Ostatni z nas, Jurgen, odważnie skacze przed siebie i pokonuje prawie całą odległość jednym ślizgiem.
 |
| Jurgen w czasie ślizgu na tyrolce. |
Niechętni tyrolce mogą ten fragment pokonać dołem, schodząc do mocno wciętej przełączki, ale według przewodnika jest to dość trudny wariant.
 |
| Tyrolka widziana z góry, z Teufelshorn. |
Zostawiamy tyrolkę za sobą, wchodzimy na Teufelshorn i przed nami już tylko jedno spiętrzenie przed półmetkiem.
 |
| Jedna z ostatnich grani pierwszej połowy ferraty. |
Pierwszą połowę ferray, która wedlug mapy powinna nam zająć 2,5 godziny, pokonujemy w około trzy. Aby więc zdążyć zejść przed zmrokiem, musimy trochę przyspieszyć tempo.
 |
| Ciekawy widok - chmura jakby przyklejona do jednej strony zbocza. |
W czasie posiłku Klaus dochodzi w wniosku, że woli zejść bez pośpiechu (z tego miejsca odchodzi ścieżka w doł do kocioła Birgkar), podelektować się widokami i zrobić jeszcze sporo zdjęć.
 |
| Rzut oka w dolinę i odlegle pasma. |
Pozostała czwórka rusza dalej. Przed nami właściwie tylko jedno, ale za to wymagające podejście - na szczyt Kummstein (2772m).
 |
| Fragment ferraty na tle odleglych zboczy po drugiej strony doliny. |
Tymczasem Klaus podczas zejścia ma okazję spojrzeć na przebytą trasę z innej perspektywy. Aż dziw bierze, że my tę drogę dopiero co przeszliśmy.
 |
| Grań Königsjodlera widziana z zejścia do kotła Birgkar. |
Po czasie okazało się również, że nasza technika pokonywania tyrolki nie był optymalna. Poniżej widać turystę, który pokonuje ją we wzorowy sposób - z nogami zarzuconymi na linę.
 |
| Turysta na tyrolce widziany z oddali. |
Z kolei reszta drużyny natknęła się na drodze na zator. Jakaś kobieta w pewnym dość trudnym miejscu stanęła sparaliżowana strachem i nie chciała ruszyć dalej. Towarzysze próbowali dodać jej otuchy i odwagi, ale nie wychodzilo to najlepiej (może dlatego, że język niemiecki słabo się do tego nadaje). W końcu zmajstrowali naprędce dodatkową lonżę, która pomogła jej (raczej psychicznie niż fizycznie) pokonać to miejsce. Niestety jej stan nadal bliski był paniki, przez co poruszali się dość wolno, a teren przez jakiś czas nie umożliwiał mijania.
 |
| Schronisko Matrashaus na szczycie Hochkonig (2941m). |
W końcu jednak udało się zostawić ich w tyle i około szesnastej osiągnęliśmy koniec ferraty, którym jest szczyt Hoher Kopf (2875m). Ze smutkiem stwierdziliśmy, że lodowiec, który miał być stąd widoczny jest w stanie dość mocnego rozkładu i wokół widać więcej skały niż lodu.
 |
| Ekipa na końcu ferraty. |
Ale nawet bez lodowca teren wyglądał bardzo ciekawie. Ujrzeliśmy też małe jeziorko powstałe z topniejącego lodu, do którego co prędzej pospieszyliśmy, bo nasze kamelbaki byly już niemal puste, a przed nami jeszcze kawał drogi w doł. Woda z roztapiającego się lodowca nie jest specjalnie smaczna, jest natomiast dość zimna.
 |
| Widok z Hoher Kopf na północ. Miał być lodowiec, wygląda raczej jak pustynia. |
Zanim rozpoczeliśmy zejście z przełęczy Birgkarscharte, zdecydowaliśmy się jeszcze podejść (30 minut) na szczyt Hochkonig, do schroniska Matrashaus. Co prawda trochę nam się nie chciało, ale perspektywa piwa była mocnym motywatorem. Tak mocnym, że odcinek szacowany przez przewodnik na pół godziny pokonaliśmy w dwadzieścia minut. Piwko wycenili tam na bodaj 4,5 euro, ale to nie miało dla nas specjalnego znaczenia. Smakowało równie wspaniale jak zażywana jednocześnie panorama ze szczytu. Spotkaliśmy też tam Polaka z Torunia, z którym zresztą zaczęliśmy razem schodzić.
 |
| Zmierzchanie w czasie zejścia. |
Zejście niestety nie należało do najprzyjemniejszych. Przez bardzo długi odcinek było strome i piarżyste, więc zdarzyło nam się kilka razy przejechać siedzeniem po podłożu. Nasza droga prowadziła długo w dół, po czym czekało nas jeszcze jedno, i to miejscami nawet ubezpieczone, podejście - na przełęcz Hochscharte, z której jakieś dziewięć godzin wcześniej zaczynaliśmy ferratę. Stamtąd już tylko w dół do schroniska Erichhutte (od pewnego miejsca po ciemku), gdzie czekał na nas Klaus. Tam spakowaliśmy rankiem pozostawione sprzęty i ruszyliśmy na doł do parkingu, by poszukać kawałka trawy na nocleg. Okazało się, że nie my jedni obraliśmy to miejsce na biwak, a parking tętni życiem. Szczególne pozdrowienia kierujemy do dwóch Słowaków, z których jeden grał na małej gitarce, drugi na akordeonie, przy czym obaj wyli jakieś swoje piosenki. Klaus, który nie był tak padnięty jak reszta, przyłączył się do Słowaków, a reszta dość pospiesznie rozstawiła namioty, zjadła trochę mielonki i padła spać.
dzięki za wpis, świetne foty.
OdpowiedzUsuńSkąd startowaliście i ile wam zajęła całość?
Casino, Hotel & Racing Map | Mapyro
OdpowiedzUsuńView a detailed profile of Casino, 시흥 출장샵 Hotel & 부산광역 출장안마 Racing located at 1204 W Flamingo Rd, Montgomery, MS 38664, United 문경 출장마사지 States and have a 전라남도 출장안마 GHS license from the 목포 출장샵 Gaming