piątek, 25 maja 2012

Czym jest „via ferrata” i z czym to się je?


Wbrew pozorom „via ferrata” nie jest wymyślnym daniem z pięciogwiazdkowej restauracji ani nie jest to jakieś dziwniewyglądające stworzenie zamieszkujące najczarniejsze głębiny ziemskich oceanów. Jest to ubezpieczony szlak turystyczny wyposażony dla celów autoasekuracji w linę stalową, stopnie, drabinki i inne pomoce służące bezpiecznemu przejściu tego szlaku. Coś w tym stylu:


lub:




Nazwa ta pochodzi z języka  włoskiego i można ją przetłumaczyć jako „żelazna droga”. Pierwsze szlaki tego typu zbudowano w Dolomitach podczas pierwszej wojny światowej, aby ułatwić przemieszczanie się wojsk. Via ferraty są popularne w wielu europejskich krajach m.in. Włoszech (szczególnie w Dolomitach), Niemczech, Francji, Austrii, Słowenii, Szwajcarii i Hiszpanii. 

Aby bezpiecznie poruszać się po tego typu szlakach należy być wyposażonym (oczywiście poza odpowiednim ubiorem, wygodnymi butami za kostkę oraz stosownym ekwipunkiem w plecaku) w uprząż, lonżę oraz kask. Lonża służy do autoasekuracji. Składa się ona (ogólnie mówiąc) z kawałka liny, absorbera energii, dwóch karabinków i pętli z taśmy, na przykład:


Za pomocą taśmy przywiązuje się lonżę do założonej uprzęży natomiast karabinki wpina się do stalowej liny przymocowanej do skały. Absorber energii jest konieczny, aby zmniejszyć energię działającą na ciało podczas ewentualnego odpadnięcia. Kask ze względu na występującą w Dolomitach kruchą skałę jest niezbędny aby chronić głowę przed spadającymi kamieniami. Oczywiście nie zdarza się to często, aczkolwiek lepiej go założyć. Dodatkowo chroni on głowę przed uderzeniem w ścianę podczas wspinaczki (a może się to przydarzyć, kiedy szukamy odpowiedniego oparcia dla stóp i znalazłszy je, energicznie wstaniemy, nie patrząc co jest nad nami).

List na czwarty piątek piątego miesiąca 2012 roku



Szanowni Państwo, Droga Młodzieży, Rodacy,


Blog ten stoi tu po to, by zaprezentować pewien ambitny pomysł, który lada tydzień zrealizuje grupa pięciu śmiałków z Bydgoszczy. Ciesząc się pięknem Tatr i innych polskich gór postanowiliśmy zebrać ludzi i sprzęt i ruszyć trochę wyżej i dalej. Nie będzie to (jeszcze tym razem) Karakorum, ale 3000m n.p.m. niechybnie padnie naszym łupem. Na początku lipca pakujemy się w pojazd typu samochód i wyruszamy w Dolomity, rejon nazywany przez Niemców Zudtirolem. Naszych sił spróbujemy na via ferratach, czyli takich dróżkach wzdłóż których pociągnięta jest stalowa linka, tak jak widać na obrazku poniżej.