Piątego dnia wdrapaliśmy się na najwyższy szczyt Dolomitów - Punta Penia (3343m) w masywie Marmolady. Chociaż była to raczej łatwa droga, dostarczyla sporo emocji i satysfakcji.
Mieliśmy wyruszyć wcześnie...
...a wyszło jak zwykle. Zaczęło się nieźle - pobudka koło 7.00, szybkie grzanie wody, by łyknąć coś ciepłego, śniadanie. Apetyty dopisywały tak, że zjedliśmy prawie całe posiadane pieczywo. A że bez tego iść niepodobna, wysłaliśmy samochodem Hansa z Dietrichem na szoping. Pan w sklepiku przy dolnej stacji kolejki wskazał, że najbliższy sklep z pieczywem jest w Canazei, mieścinie oddalonej o ok. 15. km na zachód. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Pojechaliśmy i znaleźliśmy całkiem zdrowy supermarket - najtańsze było pieczywo tostowe (ok 1,15 euro za bochenek) - jak się później okazało - bardzo smaczne.
 |
| "Trzy termosy, kubek i kawałek butelki na tle Marmolady" - martwa natura, obraz pędzla nieznanego autora. |
Zanim wrociliśmy do obozu, zrobiła sie już 9.40. Z tego względu postanowiliśmy podjechać pierwszy etap podejścia kolejką (5 euro). Podreptaliśmy do niej i stanęliśmy w kolejce. Okazało sie, że wystąpiła awaria, która powinna zostać pokonana "wkrótce". Stoimy, stoimy, stoimy. I nic. W końcu Dietrich stwierdza, że on ruszy pieszo do górnej stacji kolejki, bo ze względu na kolano i tak nie planuje ataku szczytowego. Po dziesięciu minutach od jego wyjścia obsługa wywiesza kartkę, że kolejna ruszy nie wcześniej niż za godzinę. zrezygnowany tłum spod kas rusza w ślady Dietricha. Jesteśmy bardzo zniechęceni, bo dochodzi już 11.00 a droga jest daleka. Niechętnie ruszamy w drogę. Nie uszliśmy 300m, gdy wtem zauważymy, że kolejka jest w ruchu. Zdezorientowani cofamy się do stacji. Kartka zniknęła, okazuje się, że kolejna już czynna. Chcieli nas przechytrzyć! Ale nie z nami te numery, obsługo kolejki.
 |
| Jezioro di Fedaia (2053m) oraz grzbiet Padon widziane z podejścia do schroniska Pian dei Fiacconi (2626m). |
Ponieważ cała kolejka rozeszła się po wywieszeniu kartki bez czekania (i czekana, bo nie mamy) ładujemy się do dwuosobowych koszy kolejki i ruszamy do góry. Po chwili przejeżdzamy nad maszerująym Dietrichem, a po kolejnej chwili wysiadamy przy schronisku Pian dei Fiacconi (2626m).
 |
| Masyw Marmolady w chmurach. Po prawej stronie koniec jęzora lodowca (wiedzie nim alternatywna do naszej trasa na szczyt). Na pierwszym planie górna stacja kolejki - schronisko Pian dei Fiacconi. |
Podejście granią zachodnią (ferrata Marmolada)
Po krótkim posiłku opuszczamy Pian dei Fiacconi. Widzimy, że zdecydowana większość tyrustów rusza stamtąd wprost na południe - lodowcem. My jednak nie mamy na to ani umiejętności, ani sprzętu, więc kierujemy się na zachód szlakiem nr 606.
 |
| Mały wodospad niedaleko przełęczy Marmolada. |
Droga prowadzi początkowo w dół, podejście zaczyna się dopiero po skręcie na południe. Idzie się bardzo przyjemnie, nie jest stromo, a orientację ułatwiają usypane z kamieni kopczyki. Po pewnym czasie docieramy do obrzeży lodowca. Zatrzymujemy się, by ubrać stuptuty (notabene był to jedyny dzień, kiedy okazały się potrzebne). Obok nas przebiera się inna grupa Polaków, którzy ubierają ponadto raki - naszym zdaniem niepotrzebnie. Jest bardzo ciepło, śnieg jest grząski i właściwie wcale nie jest ślisko. Toteż wkrótce pozostawiamy tamtą grupę ładny kawałek za sobą.
 |
| Heinrich, Hans i Helmut podchodzą brzegiem lodowca pod przełęcz Marmolada. |
Po kilkuset metrach lodowiec się kończy. Ostatnie metry do przełęczy Marmolada (2896m) wiodą po stromej skale i są ubezpieczone różnej maści żelastwem. Z niej ruszamy granią na wschód w kierunku szczytu Punta Penia. Odcinek ten nazywany jest na mapach "Ferrata Marmolada". Owszem, niemal pod sam szczyt poprowadzona jest lina stalowa, jednak wędrówka mało ma wspólnego ze wspinaczką po skale; większość drogi składa się z żelaznych stopni, prętów i drabin.
 |
| Helmut na ferracie Marmolada. |
Zabezpieczenia kończą się na wysokości ok. 3200m, gdzie grań wypłaszcza się. Dalsza droga prowadzi już po śniegu.
 |
| Helmut ssie. W tle ostatnie 150m podejścia na szczyt Punta Penia. |
Kanapki na szczycie
Po chwili docieramy na szczyt. Chyba z racji poźnej pory (14.45) jesteśmy tam prawie sami. Pogoda nam sprzyja - jest bardzo dobra widoczność. Pod krzyżem stojącym na szczycie przyrządzamy kanapki.
 |
| Drużyna pierścienia na szczycie Punta Penia (3223m). |
Po dwudziestu minutach zaczyna nam byś trochę zimno. Zaczynamy schodzić tą samą drogą. Dość szybko zbierają się chmury, wróżące burzę. Przyspieszamy kroku, wiedząc, że mamy do pokonania znaczny odcinek po żelastwie na pionowych ścianach. Na nieszczęscie Hansowi wypada z ręki jeden kij i spada kilkanaście metrów w dół piarzystego zbocza. Niezbyt rozsądne zejście po niego spowalnia zatrzymuje grupę na dobre dziesięć minut.
 |
| Widok ze szczytu Punta Penia na północ. Na pierwszym planie w dole grzbiet Padon, na drugim grupa Sella. |
Perspektywa doświadczenia burzy w czasie schodzenie metalowymi stopniami na wysokości 3000m daje nam niesamowitego kopa. Do przełęczy Marmolada docieramy w około godzinę. Wtedy też zaczyna się rozpogadzać. Pokonanie odcinka lodowca jest niesamowitą frajdą - zbiegamy swobodnie w sypkim śniegu po kolana.
 |
| Zejście z przełęczy Marmolada na północ. |
Niespodziewanie gubimy trochę szlak w miejscu, gdzie powinniśmy odbić na wschód. Marsz piargiem poza wyznaczoną ścieżką jest bardzo irytujący. Wiemy jednak, w którą stronę się kierować i w końcu docieramy do ścieżki prowadzącej w dół do naszego parkingu. Dzwonimy do Dietricha, który już od paru godzin tam na nas czeka, by po mału organizował nasz sprzęt kuchenny - niebawem obiad.