niedziela, 26 sierpnia 2012

Relacja - dzień III

Trzeciego dnia opuściliśmy grupę Sesto i dotarliśmy do grupy Tofan. Początkowo planowaliśmy dwudniową trasę przez Tofanę di Mezzo oraz Toranę di Dentro ze spaniem w biwaku Baracca degli Alpini, ale skończyło się znacznie skromniej - tylko na Punta Anna.


Z Sesto na Tofany

Pomimo wyczerpującego dnia poprzedniego wstaliśmy całkiem szybko, około 7.00 - trzeba było bowiem uwinąć się ze zwinięciem namiotów zanim stalibyśmy się nową atrakcją turystyczną. Po śniadaniu zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy, mając tylko jedno w głowie - znaleźć miejsce do kąpieli (upał nadal się utrzymywał). Do pokonania było ponad 80km, co po krętych i stromych drogach oznaczało 2h jazdy. Staraliśmy się omijać drogi o nachyleniu większym niż 16%. Gdzieś między Calalzo di Cadore a Cortiną natrafiliśmy na bystry strumień z dogodnym dojściem od strony drogi. Woda była rześka, ale pół godziny później byliśmy wykąpani, a bielizna wesoło suszyła się na wszystkich szybach auta.

Hans kończy poranną toaletę.
Minąwszy Cortinę mieliśmy nieoczekiwanie pewne problemy ze znalezieniem parkingu u początku szlaku nr 414, opisywanego przez Tkaczyka jako "widoczny z daleka". Gdy w końcu się udało, byliśmy już solidnie głodni, więc na szlak ruszyliśmy dopiero po drugim śniadaniu. A było już po 13.00.

Podejście ze schroniska Pomedes pod ferratę Olivieri.

Pierwsze kroki w Tofanach

Z parkingu po przejściu kilkuset metrów drogą w stronę Cortiny weszliśmy na szlak nr 442. Po 350m podejścia leśną dróżką doszliśmy do schroniska Dibona (2083m). Jak się później okazało, można było do niego śmiało podjechać autem inną drogą, co pozwoliłoby być może na zdobycie Tofany di Mezzo. Następnym razem będziemy mądrzejsi.

Hans na ferracie Olivieri. W tle schronisko Pomedes. W tle tła Cortina d'Ampezzo.

Niemal bez postoju ruszyliśmy dalej i po około 30min osiągnęliśmy kolejne schronisko - Pomedes (2340m). Tam zjedliśmy mało co nieco i ubraliśmy sprzęt, bo do ferraty zostało już tylko parę kroków.

Oryginalna formacja skalna mijana na trasie ferraty Olivieri.

Via ferrata Giuseppe Olivieri

Początek ferraty zgodnie z oczekiawniami nie jest trudny, szybko nabieramy wysokości i podziwiamy widoki.

Hans na ferracie Olivieri. W dole schronisko Dibona.
Wkrótce zaczynamy pokonywać pionowe a miejscami nawet przewieszone fragmenty. Wymaga to dużo pracy rąk i odporności na kilkaset metrów powietrza pod stopami. Nawet Heinrich, który zwykł już biegać bez asekuraji, wpina się w prawie każdy fragment liny.

Widok na Tofanę di Rozes z ferraty Olivieri.

Wreszcie osiągmy wierzchołek Punta Anna (2731m). Apetyty są na więcej, pogoda dopisuje, ale godzina 18.00 nie zachęca do dalszej wędrówki w górę. Po posileniu batonami decydujemy się na zejście zachodnim zboczem w stronę schroniska Giussani.

Dietrich na tle piarżyska, którym zbiegliśmy z Punta Anna.
W trakcie zejścia mamy pewne problemy z trzymaniem się szlaku. Mając wątpliwości co do jego realnego przebiegu postanawiamy zbiec długim piargiem w prostej linii w kierunku widocznej z góry ścieżki. Ostre kamienie to marna przyjemność dla naszych butów, ale bieg okazuje się być niezłą frajdą - przypomina trochę zbieganie w głębokim śniegu. Zbieganie kończymy znacznie poniżej schroniska Giussani na rozejściu szlaków w kierunku Grotta di Tofana oraz schroniska Dibona. Po wyciągnięciu kamyków z butów maszerujemy w kierunku tego ostatniego, które widzimy już w oddali.

Dietrich na tle masywu jakiegośtam.
Dietrichowi odnawia się kontuzja kolana, co opóźnia jego marsz. Razem z nim z tyłu zostaje Hans. Pozostała trójka żwawym krokiem rusza do obozowiska. Po godzinie zaczyna padać. Hans z Dietrichem dopiero zbliżają się do schroniska Dibona, podczas gdy reszta jest już blisko parkingu. Z kolanem Dietricha jest bardzo słabo, dlatego prosimy Helmuta, by podjechał pod schronisko i zabrał nas na dół.

Po obiadokolacji robimy mała wyprawę do Cortiny po paliwo i do bankomatu. Rozświetlone miasteczko wygląda nocą bajkowo, szczególnie oglądane z oddali na tle gór. Gdy wracamy, rozpętuje się burza. Postanawiamy rozbić tylko jeden namiot, Helmut i Dietrich śpią tej nocy w aucie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz