Drugiego dnia dokończyliśmy (choć sięgając granicy wytrzymałości) trawers (pętlę) wokół masywu Monte Popera (wizualizacja tej trasy:
http://tabaccomapp-community.it/percorso/614). Samego marszu (nie licząc przwyższeń) było ponad 20km. Trasa przebiegała głównie na wysokości pomiędzy 2400m a a 2600m. Poniżej szczegółowy opis.
 |
| Widok na przełęcz Piccola di Stalata |
Pobudka
Wygodne prycze w biwaku oraz trudy dnia poprzedniego obróciły wniwecz plany o wczesnym wyjściu na szlak. Dopiero koło 8.00 pierwsi z nas wychynęli na zewnątrz. Było warto. O ile wieczorem widok na dolinę Stalata robił duże wrażenie, o tyle teraz wręcz niszczył domki w górach - ze względu na rozległe chmury zalegające na wysokości ok. 2000m.
 |
| Dolina Stalata przesłonięta chmurami. |
Spożyliśmy niespiesznie śniadanie, wpisaliśmy się do pamiątkowego zeszytu (było w nim bardzo dużo wpisów Polaków) i około 9.30 ruszyliśmy w drogę. Mimo wczesnej pory było już bardzo gorąco.
Via ferrata Cengia Gabriella
Dosłownie dziesięć minut od biwaku Cadore znajduje się jedno z dwóch możliwych wejść na ferratę Gabriella. Składa się ono z ciągu kilku drabin przytwierdzonych do niemal pionowej ściany, mających łącznie ponad 100 szczebli. Wbrew pozorom pokonanie ich jest raczej nużące niż atrakcyjne.
 |
| Hans na ponadstustopniowej drabinie u początku ferraty Cengia Gabriella. |
Dzięki drabinom dość szybko nabraliśmy wysokości. Wkrótce biwak Cadore stał się już tylko ledwo widocznym punktem w dole za nami.
 |
| Widok na biwak Cadore z ferraty Gabriella. |
Ferratę Gabriella oceniamy jako raczej łatwą i przyjemną. Droga jest dość urozmaicona, widoki również przyjemne. Około godziny 13.30 docieramy do schroniska Carducci (2297m). Korzystając z wygody ławek, smarujemy się wszyscy kremem z filtrem, gdyż słońce grzeje niemiłosiernie.
 |
Widok na dolinę Stalata z ferraty Gabriella.
W drodze na przełęcz Sentinella
Ze schroniska Carducci po krótkiej przerwie ruszamy dalej. Według Tkaczyka do schroniska Berti mamy tylko 5h, ale podchodzimy do tego czasu z dużym dystansem, tym bardziej że w Carducci tę drogę szacują na seven hours. A dochodzi pomału godzina 15.00.
|
 |
| Helmut i Hans na ferracie Gabriella. |
Po niecalych 30min od schroniska docieramy na przełęcz Giralba (2431m) oraz malutkiego jeziorka Ghiacciato. Po drodze mijamy Włoszkę, która spaceruje z dwoma owczarkami. Pozdrawiamy serdecznie i bez zbędnego postoju ruszamy dalej ku ferracie Strada Alpini.
 |
| Fragment masywu Monte Popera. Po lewej trasa ferraty. |
Odcinek do przełęczy Undici jest bardzo długi (10km) ale i łatwy. Miejscami towarzyszy nam lina stalowa, jednak rzadko widzimy konieczność wpinania się do niej. Po drodze często napotykamy strumienie. Niestety zaczyna kończyć nam się jedzenie. Nie doceniliśmy naszych potrzeb, gdy dzień wcześniej pakowaliśmy prowiant na dwa dni. Dodatkowo słońce coraz mocniej daje się we znaki. Widoki cały czas oszałamiające. Wędrujemy, mając w dole po lewej stronie doliną Fiscalina.
 |
| Fragment ferraty Strada Alpina. |
Koleją (choć niedługą) przerwę robimy na przełęczy Undici (2610m). Przed nami ostatni tego dnia odcinek wspinaczkowy. Robi się stromo, znów trzeba wpinać się do liny. Miejscami w zagłębieniach zalega jeszcze śnieg, a wypływająca spod niego woda czyni skały śliskimi. Po niecałej godzinie osiągamy najwyższy punkt dwudniowej wędrowki - przełęcz Sentinella (2717m). Jesteśmy już wszyscy solidnie głodni. Znajdujemy w pobliżu małą jaskinię i gotujemy na kartuszu dwie zupki chińskie. Na pięciu to marna strawa, ale parę łyków ciepłego napoju dobrze nam robi. Przystępujemy do zejścia doliną Popera w stronę schroniska Berti.
 |
| Strome piarżyste zejście z ferraty Gabriella. |
Okazuje się, że Dietrich jest już mocno wyczerpany i idzie bardzo powoli. Razem z nim z tyłu zostaje Jurgen. Przodem ruszają Heinrich i Hans, a w środku swoim tempem maszeruje Helmut. Droga bardzo się dłuży, początkowo na bardzo długim odcinku przedzieramy się przez piarg. Jest stromo, w pewnym momencie Hans się potyka i ląduje na tyłku. Idziemy, idziemy i cały czas idziemy. Gdy Heinrich i Hans docierają do Berti, zaczyna już zmierzchać. Po chwili dołącza do nich Helmut, który mówi, że z Dietrichem jest bardzo słabo i że będzie musiał zjeść coś w Berti przed zejściem do Lunelli. Heinrich i Hans postanawiają zejść szybciej do Lunelli, aby przygotować obozowisko. Docierają do auta już w zupełnych ciemnościach. Tymczasem do Berti dochodzą Dietrich z Jurgenem. Posilają się spaghetti i po ciemku zaczynają schodzić. Gdy dochodzą do auta, jeden namiot jest już rozbity, a w garnku gotuje się woda na makaron. Pierwszy we Włoszech obiad smakował nam tego wieczora doskonale.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz