Czwarty dzień wyprawy to zdobycie Tofany di Rozes (3225m) genialną ferratą Lipella. Wieczorem przemieściliśmy się w okolice masywu Marmolady, by kolejnego dnia z samego rana przypuścić szturm na najwyższy szczyt Dolomitów.
Twarde negocjacje, czyli wybór marszruty
Rano trwały dość gorące rozmowy na temat trasy na ten dzień. Ważnym czynnikiem była pogoda. Po nocnej burzy znacząco się ochłodziło, było trochę mokro i pochmurnie. W każdej chwili mogło znów zacząć padać. Jurgen argumentował, że w takich warunkach nie sposób iść ferratą i proponował, by wejść na Tofanę di Rozes drogą normalną. Helmut bardzo chciał iść ferratą, ale nie w przypadku, gdy skała będzie mokra. Heinrich i Hans byli skłonni spróbować ferraty nawet w trudnych warunkach, a w razie załamania pogody jedynie przetrawersować górę. Dietrich tego dnia postanowił zregenerować obolałe kolano. Ostatecznie postanowiliśmy podejść całą czwórką pod ferratę i tam ocenić panujące warunki.
 |
| Korek na początkowym odcinku ferraty Lipella. Na pierwszym planie zniesmaczony Heinrich. |
Galleria del Castaletto
Mądrzejsi o wiedzę z dnia poprzedniego zwinęliśmy obóz i podjechaliśmy autem pod schronisko Dibona (2037m). W nim uzupełniliśmy zapasy wody i ruszyliśmy w stronę jaskini Grotta di Tofana. Niestety pomimo drogowskazu nie znaleźliśmy jej. Niezrażeni tym faktem ruszyliśmy na zachód szlakiem nr 404 i po ok. pół godziny skręciliśmy na północ, gdzie po chwili zatrzymaliśmy się przy drabinie będącej początkiem Gallerii del Castaletto - kilkusetmetrowego tunelu wydrążonego w skale przez Włochów w czasie I Wojny Światowej.
 |
| Widok na dolinę Travenanzes z końca tunelu Castaletto. |
Przy drabince ubieramy uprzęże z lonżami oraz, co ważniejsze - kaski czołówkami. Jurgen, nie planując przejścia ferraty, nie wziął sprzętu, ale postanowił przejść jeszcze przez sam tunel. A bylo warto, bo ten był jednym z najciekawszych miejsc, jakie odwiedziliśmy w Dolomitach. Bardzo długi, mroczny, tworzący niesamowitą atmosferę - także przez to, że trzeba go było z racji niewielkiej wysokości pokonywać w przygarbionej pozycji. W końcówce tunelu spotkaliśmy inna grupę Polaków. W tym miejscu zaczynała się właściwa ferrata, więc Jurgen postanowił wracać. Nie chcąc zostawić go samemu, Helmut również zawrócił.
 |
| Widok na Tofanę di Mezzo z Tofany di Rozes. |
Via ferrata Lipella
Ostatecznie na podbój tej drogi żelaznej ruszyli tylko Heinrich i Hans. Pogoda sprzyjała: skała zdążyła wyschnąć po nocnych opadach, było ciepło, ale nie gorąco. Wspinaczka przebiegała bardzo sprawnie. Pewnym zwolnieniem była bardzo liczna (40 osób?) zorganizowana grupa turystów, która niewyobrażalnie wprost wolno przepinała się do lin na odcinkach, które właściwie tego nie wymagały. Na szczęście na widok dwóch zarośniętych facetów używających słowiańskiego języka i pokonujących trasę bez asekuracji chętnie odsuwali się i ustępowali drogi.
 |
| Turyści rożnych narodów na szczycie Tofany di Rozes (3225m). Średnia wieku 40+. |
Bardzo szybko dotarliśmy do pierwszego odejścia drogą normalną w stronę schroniska Giussani. Od tego miejsca rozpoczynał się najtrudniejszy odcinek ferraty, bardzo siłowy, bo często pionowy i z marnym oparciem dla stóp. Jednocześnie wyjątkowo piekny odcinek, bo poprowadzony po obszernej ścianie, która opada nisko ku dolinie Travenanzes.
 |
| Hans na szczycie Tofany di Rozes. |
Dwieście mestrów przed szczytem kończy się ferrata. Szczyt jest przed nami dobrze widoczny, docieramy do niego po piargu w około 30 min.
Mamy szczęście, bo szczyt nie leży akurat w chmurach i możemy z niego podziwiać śliczną panoramę, m.in. na sąsiednie Tofany di Mezzo i di Dentro.
 |
| Heinrich na szczycie Tofany di Rozes. |
Schodzimy drogą normalną w kierunku schroniska Giussani (2580m), trzymając się grupy Niemców, bowiem szlak na piargu jest wyjątkowo słabo oznaczony. Dodatkowo jest bardzo nieprzyjemny: momentami śliski, innym razem bardzo stromy, czasem prowadzi przez połacie śniegu. Ze schroniska Giussani niemal zbiegamy już do schroniska Dibona, gdzie czeka reszta zespołu. Trasa naszego zejścia zobrazowana jest tutaj:
http://tabaccomapp-community.it/percorso/1003.
 |
| Jurgen podgrzewa na kartuszu bigos przy schronisku Dibona. |
A trzeba nadmienić, że reszta nie próżnowala pod nieobecność Hansa i Heinricha. Jurgen i Helmut, wróciwszy szybko ze szlaku, postanowili posilić się bigosem.
Kierunek Marmolada
 |
| Lago di Fedaia widoczne z naszego biwaku u pondóży Marmolady. |
Późnym popołudniem pojechaliśmy już w kolejny rejon naszej wędrówki - masyw Marmolady. Wygodny parking znaleźliśmy w okolicach jeziora Fedaia, tuż przy wejściu na szlak na Punta Penia wiodący pod kolejką gondolową.