"Aufsteigen, schnell!" - tymi uroczymi słowy obudził nas jeszcze przed szóstą bardzo energiczny Austriak, na którego (najwidoczniej) polu mieliśmy rozbite namioty. Krzyczał bardzo szybko i po niemiecku, ale zdołałem zrozumieć, że jeśli za 5 minut jeszcze tam będziemy, to wezwie policję. Woleliśmy nie sprawdzać. Rachu ciachu przenieśliśmy tobołki na parking i zaczęliśmy wczesne śniadanie. Na szczęście przy parkingu były zarówno stół i ławy, koryto z bieżąca wodą oraz wychodek - czyli właściwie luksus. Było dość zimno, więc w ruch poszły kartusze.
 |
| Drużyna przy przymusowo wczesnym śniadaniu. |
Nie byliśmy zgodni co do planu na ten dzień. Byliśmy zgodni, że naszym następnym celem będzie ferrata Leoganger Süd, jednak kwestią sporną był termin jej ataku. Pierwszy pomysł zakładał powrót do Bischofshofen, dzień restu i zakupów i powrót w te rejony pod wieczór któregoś dnia, by atakować ferratę z samego rana. Wiązałoby się to jednak z koniecznością dodatkowych kursów nietanimi autobusami, więc ostatecznie postanowiliśmy jechać na ferratę od razu.
 |
| Schemat trasy ferraty. |
Kierunek Leogang
W autobus do Leogang wsiedliśmy na parkingu, na którym nocowaliśmy. Połączenie było z przesiadką w Saalfelden, gdzie w międzyczasie uzupełniliśmy zapasy w całkiem niedrogim markecie.
 |
| Austriacy chyba konkurują między sobą w dbaniu o kwietniki na tarasach. Robi wrażenie. |
Początek marszu nie układał się po myśli. Najpierw poszliśmy w złym kierunku (brak dokładnej mapy się zemścił). Następnie okazało się, że obecny na poglądowej mapie strumyk jest w rzeczywistości zupełnie wyschnięty. Nici więc z nabierania wody, trzeba się było wrócić do sklepu. Słońce było coraz wyżej na horyzoncie, a my nie doszliśmy jeszcze nawet do początku szlaku.
 |
| Masyw Leogang widziany z dołu. Ferrata prowadzi jego lewą częścią. | | |
|
|
A przed wejściem na szlak czekało nas jeszcze jedno zadanie. Trzeba było znaleźć jakieś miejsce na zrzucenie naszych rzeczy. Upał był tego dnia nieziemski, ale i bez tego ponad kilometrowe podejście z namiotami, śpiworami byłoby małą przyjemnością. Miejsce wpadło nam niemal samo pod nogi - w postaci wiaduktu nad korytem wyschniętego strumienia. Wrzuciliśmy pod niego wszystko co zbędne i kontynuowaliśmy marsz.
 |
| Wiadukt pod którym przechowaliśmy nasze sprzęty obozowe na czas wędrówki. |
Do parkingu u początku szlaku dotarliśmy ok 13.40 i to już dość mocno zmęczeni gorącem i asfaltowym podejściem z miasteczka. Nie była to wymarzona pora na rozpoczęcie tak wymagającej trasy, no ale co począć.
 |
| Widok na dolinę z podejścia do ferraty. |
Wykańczające podejście
Wspomniałem już, że ukrop tego dnia sięgał grupo powyżej 30 stopni. I o ile w lesie, którym początkowo wiódł szlak, było po prostu bardzo gorąco, o tyle powyżej niego z trudem dało się wytrzymać.
 |
| Ściana z ferratą widziana z bliska. |
A ponieważ czas nas gonił, tempo musieliśmy narzucić żwawe. Po pewnym czasie Helmut, który był jeszcze dość mocno wyczerpany po wczorajszym zdobyciu Königsjodlera, doszedł do wniosku, że tego dnia nie da rady zdobyć jeszcze trudniejszej ferraty. Zrezygnował więc ze żmudnego podejścia i udał się do miasteczka w poszukiwaniu pizzy.
 |
| Jurgen, Hans i Heinrich ruszają z Hochtor ku początkowi ferraty. |
Tego dnia, jak chyba nigdy dotąd, podejście pokonywaliśmy w znacznych odstępach. Każdy szedł swoim tempem, samemu staczając walkę z upałem i wysokością.
 |
| Miasteczko Leogang widziane ze szlaku. |
Pierwszy do przełączki Hochtor (ok. 1900m) dotarł Jurgen, po nim Hans i Heinrich, a po dłuższej chwili Klaus, który po drodze też doszedł do wniosku, ze ferratę tego dnia odpuści. Po krótkim posiłku ruszamy pod ścianę. Klaus pozostaje na przełączce, skąd ma dobry widok na nasze wspinanie.
 |
| Heinrich, Jurgen i Hans na pierwszych metrach ferraty. |
Leoganger Süd
O ile dobrze pamiętam, ferratę rozpoczynamy o godzinie 16.00. Już jej pierwsze metry są bardzo trudne, ściana pionowa, trudno o dobre chwyty i stopnie (R
äuberleiter - "Zbójecka drabina", trudność D). Jurgen po pokonaniu kilku wymagających odcinków odpuszcza i wraca do Klausa, którzy razem udają się szlakiem do położonego wyżej schroniska Passauer Hütte (2051m).
 |
| Heinrich i Hans w środkowej części ferraty. |
Tymczasem Heinrich i Hans walczą z kolejnymi fragmentami ferraty. Miejsc na odpoczynek jest stosunkowo niewiele, przejście jest bardzo intensywne. Co jakiś czas dostrzegamy spity, najpewniej służące do budowy stanowisk zjazdowych.
 |
| Heinrich i Hans na Trawersie Przewodników widziani z dołu z przez Klausa. |
Wreszcie docieramy do Trawersu Przewodników (Bergführer Quergang), najtrudniejszego miejsca na trasie. Trawers jest mocno przewieszony i wbrew nazwie wiedzie trochę pod górę. Z perspektywy osoby, która zaraz ma go przejść robi piorunujące wrażenie. Heinrich na jego widok wpada w zadumę i sięga po papierosa.
 |
| Przewieszenie Trawersu Przewodników widziane z jego początku. |
W czasie przejścia ubezpieczamy się wszystkim co mamy. Oprócz dwóch zwykłych ramion elastycznej lonży każdy z nas używa jeszcze dwóch krótszych lonż z taśm lub ekspresów (i właściwie cały czas je obciążamy).
 |
| Heinrich na szczycie Westliche Mitterspitze (2160m). |
Po przejściu tego trawersu od szczytu Westliche Mitterspitze (2160m), który jest końcem ferraty dzieli nas już tylko 10 minut po odcinkach trudności C-D, które po tym co dopiero przeszliśmy nie robią już na nas większego wrażenia.
 |
| Hans na końcu ferraty Leoganger Süd. |
Ferratę pokonaliśmy z bardzo dobrym czasem - 2h05min, czyli tylko o o 5 minut dłuższym od sugerowanego w przewodniku. Nie muszę dodawać, że tak późnym popołudniem byliśmy na ferracie jedynymi turystami.
 |
| Heinrich na moście linowym Passauer Steg na ferracie Loeganger Nord. |
Leoganger Nord
Na górze okazało się jednak, że droga zejściowa prowadzi również ferratą - Leoganger Nord (a wydawało nam się, że istnieje też łatwiejsze zejście), i to w dwóch wariantach. Trochę przypadkiem wybraliśmy ten krótszy (nie prowadzący przez Teufelsloch). W przeważającej części ta ferrata to zejścia pionowymi ścianami z wbitymi stalowymi klamrami. Plus jeden most linowy - Passauer Steg.
 |
| Widok sprzed schroniska Passauer Hütte (2051m). |
Po wypięciu się z ostatniego kawałka liny wpadamy w lekką konsternację, bo nie widzimy stamtąd schroniska Passauer Hütte, a rozpoczynająca się tam ścieżka prowadzi w przeciwnym kierunku niż się spodziewaliśmy. Trzeba podjąć męską decyzję, bo dochodzi dziewiętnasta, a my jeszcze wysoko. Postanawiamy zaufać logice, olewamy ścieżkę, ruszamy piargami w kierunku, w którym spodziewamy się schroniska. Decyzja była celna, niebawem je dostrzegamy przed sobą i ok. 19.30 sączymy już na tarasie piwko i colę. Co prawda należałoby co prędzej brać nogi za pas i ruszać na dół, ale pogodziwszy się z tym, że na dół zejdziemy już po ciemku, nie możemy sobie odmówić tej przyjemności po tak wyczerpującej trasie.
 |
| Jurgen i Klaus na przełęczy Mittagsscharte nieopodal schroniska Passauer Hütte. |
W dół ruszamy około dwudziestej. Jest już znacznie chłodniej niż w czasie podejścia, więc idzie się przyjemnie. Schodzenie o tak późnych porach ma tę wielką zaletę, że na szlaku poza nami nie ma żywej duszy.
 |
| Jurgen na początku zejścia. |
Na dół docieramy około wpół do dziesiątej. Reszta drużyny zorganizowała w tym czasie obóz zaszyty pośród składu drewna w lesie parę kroków od drogi. Na kolejny dzień planujemy powrót do Bishofshofen, więc wyjątkowo nie musimy się spieszyć z pójściem spać, a i wszystko wskazuje na to, że dane nam będzie w spokoju pospać co najmniej do ósmej.
 |
| Księżyc nad obozem. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz