Przez rok nic się nie działo na naszym blogu bo po co pisać jak się nie jest na ciekawej wyprawie.
Tegoroczny wyjazd już dziś, zatem czas najwyższy na parę słów o nim:
Tym razem jednak nie jedziemy w Dolomity (na co mogłaby wskazywać nazwa bloga) ale w Alpy Austriackie.

Skład wyprawy niemal identyczny - jedyna różnica jest taka, że Dietricha zastąpił Klaus.
Plan wyprawy jest następujący:
- czwartek i piątek: Dachstein, najpierw trasa Ramsauer(+Jubilaums?), dzień później Johann, i w piątek wieczorem przejazd 50km do Muhlbach am Hochkonig.
- sobota: Konigsjodler i drugi nocleg w tej okolicy (fotka na zachętę)
- niedziela: rano przejazd 35km i wejście na Leogang Sud i Nord (fotka na zachętę)
- pn: rano przejazd do Kals, trochę restu i po południu podejście z namiotami do Studlhutte i rozbicie obozu szturmowego, wcześnie idziemy spać
- wt: wyjście koło 4-5 i atak na Grossa, zejście, zwiniecie obozu i powrót do auta na nocleg
- środa: przejazd 80km do Enzigerboden i wejście na ferratę Kristall (perełka wśród ferrat!) i wieczorem zawijka do domu
Już od samego początku jest wesoło. Jeszcze wyprawa się nie rozpoczęła a już mieliśmy pierwsze przygody:) Z przyczyn technicznych - Ford Focus (zwany przez nas pieszczotliwie Foką) mógłby w tym roku nie podołać takiej trasie - wyjazd miał się odbyć z Poznania (z domu Klusa i jego autem). Plan był taki, że Heinrich i Helmut jadą wspominaną Foką z Bydgoszczy do Poznania zabierając żarcie i boxa na dachu. Jurgen i Hans dojadą pociągiem z Warszawy. Na miejscu przepniemy boxa na BMW Klausa (+100 do szpanu) i ruszymy na spotkanie przygodzie. Jednak wczoraj rano (wtorek) kiedy Heinrich wsiadł do Foki by udać się do pracy ta odmówiła mu posłuszeństwa. Telefon do nas, po lawetę, lawetą do warsztatu i wyrok: "pompa". Trzeba było pozmieniać nasze plany i harmonogram jest następujący: Klaus przyjedzie do Bydgoszczy, tam się zapakujemy i ruszymy do Wrześni by odebrać Jurgena i Hansa z pociągu i wbijamy na cudowną autostradę A2 i ruszamy w świat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz